Bajeczka
Pewnego dnia padał deszcz,
a może to były łzy od których przemokłam po samą kość,
pokaleczona słowem i czarnymi "życiowymi historiami" krwawiłam
była pewna że to już koniec ostatnie chwile kiedy jestem w jakimkolwiek wymiarze w sumie nie chciałam, nie miałam sił "być".
Tego dnia jak każdego przed tym obudziłam się sama w pustym łóżku, domu, mieście, wszechświecie.
Jako dziecko miałam parę zasad i marzeń teraz trenowałam pamięć by je wymazać.
W południe wyszłam na ulice,
gdzie człowiek musi zabijać "przyjaciół" za kawałek chleba,
handluje swoim ciałem by je ogrzać,
musiałam pozbyć się zwłok od których już nic nie mogłam dostać
zanim zaczną strasznie śmierdzieć
więc dzień ja co dzień miałam pracowity.
Podszedł do mnie On
popatrzył na mnie i powiedział zostaw to i chodź ze mną
nie znałam go był chyba z innej ulicy.
Nie miałam nic do stracenia, a to co miałam chciałam stracić!
Więc otarłam łzy i poszłam z nim,
oddając mu ciało, dusze, życie i parę innych bezwartościowych rzeczy.
Przedstawił się miał słodkie imię Jezus — patrzył na mnie tak jak nikt nigdy!
uświadomiłam sobie że ja przez ten czas pragnęłam tych oczu.
Przedstawił mnie swojej rodzinie i zaprosił do niej...
Byłam zdziwiona w mieście skąd pochodzę rodzinę traktuje się inaczej,
a co dopiero ludzi którzy są "niżej ustawieni" byłam przygotowana że będę miała najgorsze domowe obowiązki,
a On zdjął mój fartuch,
i zaczął całować moje popękane dłonie,
masował zbolały kark dźwigający do tej pory "czarne życiowe historie" przemieniał w piękną kobietę — bo Jego kobietę,
powoli uczył jak to jest gdy ktoś Cię kocha
i gdy Ty możesz bez obaw się na kogoś otworzyć
i gdy to jest naprawdę na zawsze!
Dziś ja i Jezus żyjemy razem, spokojnie, na łonie rodziny.
Marlena sierpień 05r